• sekretariat@wisla-warszawa.pl

Archiwum newsów: Wypowiedzi 2018/2019

  • -

Cabajewska: to ogromny sukces. Chciałabym dalej sprawdzać się w roli trenera

Została pierwszym szkoleniowcem Wisły na początku roku. Po czterech miesiącach pracy z zespołem Ewa Cabajewska świętowała w niedzielę awans do Ligi Siatkówki Kobiet. Nasza drużyna wygrała rywalizację barażową z KSZO Ostrowiec Świętokrzyski 3:1.

– Dla mnie to jest to oczywiście ogromny sukces, ale był on już też wielki przed spotkaniami z KSZO. Przecież to fazy play-off przystępowaliśmy z siódmego miejsca, a zagraliśmy w finale. Tam przegraliśmy z Jokerem, ale spotkania były fajne. Dobrze się to oglądało. To jest sukces tego zespołu, bo przecież od marca graliśmy w osiem zawodniczek. Powoli do nas dociera, co nam udało się osiągnąć, a ja cieszę się podwójnie, bo jestem z Warszawy – mówiła była rozgrywająca, której w pracy pomagali Joanna Mirek oraz Dawid Michor.  

Jak wspominała Cabajewska, Wisła w sezonie zasadniczym zajęła siódmą pozycję. Potem przyszły niesamowite mecze w fazie pucharowej.

– Cała ta przygoda rozpoczęła się od meczu ćwierćfinałowego w Wieliczce. Później zaczęły się dziać rzeczy niesamowite. Dziewczyny szły za ciosem. Co prawda pojawiały się jakieś wahania, falowania formy, ale praktycznie od tego momentu nie zeszliśmy już poniżej pewnego poziomu. Wygrywałyśmy kolejne mecze i teraz mamy awans, z którego wszyscy możemy się wspólnie cieszyć. Dziewczyny zasłużyły na ten awans – mówiła.

– Wracając do domu po niedzielnym meczu nie mogłam uwierzyć, że dwukrotnie przed własną widownią pokonałyśmy KSZO po 3:0. W sobotę rywalki zagrały bardzo słabo, ale to też nasza zasługa. Postawiłyśmy przede wszystkim na zagrywkę. Byłam jednak przekonana, że w drugim spotkaniu KSZO tak źle nie zagra – przyznała Cabajewska, która w styczniu zadebiutowała w roli pierwszego trenera. Była rozgrywająca wiedziała dobrze, że miejsce przed fazą play-off nie ma większego znaczenia. Kilka lat temu jako zawodniczka Muszynianki zdobyła z zespołem mistrzostwo Polski po tym, gdy zakończyła zasadniczą część zmagań na piątej pozycji.

W drugiej części sezonu nasza ekipa musiała radzić sobie w okrojonym składzie. Od marca w zespole było osiem zawodniczek. W fazie play-off były sytuacje, że w ekipie nie było nawet jednej zmiany.

– W pewnym momencie grałyśmy co trzy dni. Często przyszło nam walczyć w pięciu meczach, a do tego wiele spotkań kończyło się tie-breakami. Na treningach, no cóż, było nas mało. Dlatego często ja z Asią, z trenerem Dawidem Michorem, który później do nas dołączył oraz statystykiem Jakubem Kulikowskim musieliśmy stanąć na boisku i z tego też powodu bywało wesoło. W treningach pomagały nam też siatkarki Mazovii i NOSiR Nowy Dwór Mazowiecki – dodawała.

Cabajewska zapewniła, że chce dalej prowadzić naszą drużynę. – Musiałabym zdać jeszcze jeden egzamin, by zdobyć uprawnienia. Nie ukrywam, że po takim początku chciałabym dalej sprawdzić się w tej roli – podsumowała trenerka Wisły.

Zródła: PLS, siatka.org., PAP


  • -

Markiewicz: bardzo mnie cieszy odrodzenie po środowym laniu

Jej znakomite interwencje w defensywie, wielkie poświęcenie i wspaniałe umiejętności znają wszyscy kibice Wisły Warszawa. Libero Alicja Markiewicz w tym sezonie jest kluczową postacią naszego zespołu. Nie inaczej było w dwóch niedawnych spotkaniach w Ostrowcu Świętokrzyskim. W walce o LSK Bemowskie Syreny pierwszy mecz przegrały, a drugi wygrały. Teraz czas na starcia w stolicy.

W środę szybko przegrałyście 0:3. Dzień później rywalki już wygrywały 2:0, ale jednak to Wy zwyciężyłyście. Jak to zrobiłyście?

Mecz w czwartek był zupełnie inny niż środowe starcie. W pierwszym spotkaniu nie postawiłyśmy oporu KSZO, w drugim była już determinacja i wola walki.  Przede wszystkim popełniałyśmy mniej błędów, była radość z gry i to zaowocowało zwycięstwem.

W pierwszym secie czwartkowego meczu straciliście sporą przewagę. Nie bała się Pani, że to Was załamie?

Wiedziałam, że tego dnia  już lepiej czułyśmy się na boisku, zdecydowanie pewniej. Wiadomo, przegrałyśmy pierwszego seta na własne życzenie. KSZO wykorzystało nasz przestój i wygrało premierową odsłonę meczu. Nie pierwszy raz przegrywamy pierwszą partię, żeby potem odwrócić losy widowiska i zwyciężyć.

Co powiedziałyście sobie po dwóch przegranych setach?

Wtedy nie pozostało nam już nic do stracenia. Obiecaliśmy sobie walczyć o każdą piłkę i nie odpuszczać. To był kolejny w tym sezonie mecz, w którym potrafiłyśmy wyjść z ogromnej opresji i odwrócić jego losy. To na pewno buduje naszą pewność siebie.

Kiedy Pani uwierzyła, że wygracie?

Od początku wierzyłam, że jesteśmy w stanie podjąć rękawice w walce LSK. Wychodząc na boisko, nie można wątpić w sukces. Trzeba od początku się nakręcać i z determinacją walczyć o każdy punkt. Wtedy to na pewno zostanie wynagrodzone.

Dwa występy w Ostrowcu Świętokrzyskim i jedna wygrana. To dobry dorobek?

Pierwszy mecz kompletnie nam nie wyszedł, w drugim zaprezentowałyśmy zdecydowanie skuteczniejsza siatkówkę. Te baraże to wojna, na razie jest 1:1 i na pewno jeszcze dużo walki i emocji przed nami. Zarówno my, jak i ekipa z Ostrowca chce wyjść zwycięsko z tej batalii. Mnie najbardziej cieszy odrodzenie mojej drużyny po środowym laniu. Teraz dwa mecze w Warszawie, na pewno będzie ciekawie.

Rywalki w tych pierwszych spotkaniach czymś Was zaskoczyły?

Zawodniczki KSZO grały siatkówkę, jaka została nam przedstawiona przez sztab na odprawie przedmeczowej. Losy barażów są otwarte, wierzę, że jeżeli skupimy się na swojej grze i taktyce ustalonej przez trenerów, to zaowocuje to wygraną w kolejnych meczach.

Piłki mikasy sprawiają problem?

Wiadomo, nie jest łatwo w ciągu tylko trzech dni przestawić się na inne piłki, jest różnica. Jednakże my nie narzekamy i staramy się grać jak najlepiej potrafimy.

Teraz dwa spotkania w stolicy, po nieco dłuższe przerwie. Chyba fajnie, że będzie można nieco odpocząć?

Ten odpoczynek jest nam bardzo potrzebny. Po meczach finałowych, które były dla nas wykańczające, okazało się, że gramy baraże. Przerwa świąteczna pozwoli wyczyścić na chwile głowy, odpocząć i podleczyć drobne urazy.

Będzie trzeba wracać do Ostrowca czy dacie radę zakończyć pozytywnie rywalizację w stolicy?

Nie wiem, jak potoczą się dwa mecze w Warszawie. To jest sport, a siatkówka damska dodatkowo jest bardzo nieobliczalna. Z mojej strony mogę zagwarantować, że zostawimy na parkiecie całe serducho i będziemy walczyć do końca o każdą piłkę. Pragnę serdecznie zaprosić wszystkich kibiców na te mecze. Na pewno emocji nie zabraknie. Niech wygra lepszy.

SPOTKANIA WISŁA – KSZO W SOBOTĘ 27 I NIEDZIELĘ 28 KWIETNIA O GODZ. 18 W HALI OSIR BEMOWO PRZY OBROŃCÓW TOBRUKU 40. WSTĘP WOLNY!


  • -

Cabajewska: po drugim meczu czapki z głów przed Żanetą Baran

Czwartkowe widowisko w Ostrowcu Świętokrzyskim potwierdziło stare siatkarskie porzekadło: jeśli nie wygrywasz 3:0, to przegrywasz 2:3. Wisła potrafiła się podnieść po dwóch partiach i zwyciężyła w tie-breaku. To oznacza, że po dwóch starciach barażowych z KSZO jest remis. Teraz dwa spotkania w Warszawie. Odbędą się one 27 i 28 kwietnia o godz. 18.

– W czwartek nie mogliśmy skorzystać z żadnej zmienniczki. Jeszcze w środę mieliśmy przynajmniej jedną dziewczynę, która mogła wejść na parkiet, gdyby coś się stało. W pierwszym spotkaniu kontuzji doznała jednak Anna Lewandowska. Grałyśmy zatem gołą siódemką siatkarek – opowiadała po drugim spotkaniu trener Wisły Ewa Cabajewska.

– Cieszę się, że mimo tego, zawodniczki dały radę. Mamy jednak taką sytuację od jakiegoś czasu, więc nie jesteśmy zaskoczeni tym, że brakuje nam zmiany. Dziewczyny ponownie na parkiecie się super uzupełniały i walczyły do końca. To, co w drugim meczu pokazała Żaneta Baran, to naprawdę tylko czapki z głów.

– Będziemy wyciągać wnioski z tych dwóch spotkań. Mogę zapewnić, że będziemy realizować przede wszystkim własną grę. Musimy przećwiczyć przed kolejnymi meczami kilka ustawień, które w Ostrowcu Świętokrzyskim nie działały tak, jakbyśmy chcieli. Głównie jednak skupimy się na sobie.

– W tych dwóch meczach wyjazdowych zakładaliśmy co najmniej jedno zwycięstwo. Strasznie się cieszymy, że cel został zrealizowany. Fajnie, że po meczu wygranym w takich okolicznościach dziewczyny, będą mogły pojechać na święta. Na pewno udadzą się na nie w optymistycznych nastrojach – dodała Cabajewska w rozmowie z Telewizją Ostrowiecką.

Źródło: Telewizja Ostrowiecka


  • -

Trener Jokera nie ma wątpliwości: Oba zespoły zasługują na złoto

10 kwietnia o godzinie 18 w Świeciu rozpocznie się ostatnie spotkanie niesamowitego finału pierwszej ligi. Wisła Warszawa zagra z miejscowym Jokerem Mekro Energoremontem. Emocje będą na pewno wspaniałe. Obie drużyny mogą być w siebie bardzo dumne.  

W ostatni weekend w stolicy Bemowskie Syreny w sobotę przegrały 1:3, by dzień później pokonać zespół ze Świecia w takim samym stosunku. Taki wynik sprawił, że o mistrzostwie zaplecza Ligi Siatkówki Kobiet zadecyduje piąty mecz.

– Rywalizacja wraca do Świecia, dla kibiców to bardzo dobrze – podkreśla trener Jokera Marcin Wojtowicz. – Udało się wygrać w Warszawie pierwszy mecz, co dało trochę luzu przed niedzielną konfrontacją. W niedzielę zawodniczki Wisły były jednak dużo lepiej dysponowane od nas i zasłużenie wygrały. Teraz ostatni mecz. Po nim już wszystko będzie wiadome. Mam nadzieje, że stworzymy dobre widowisko, bo złote medale powinny dostać dziewczyny z obydwu drużyn – dodaje szkoleniowiec cytowany przez serwis joker-swiecie.pl


  • -

Cabajewska: chętnie dźwigniemy ciężar pierwszego miejsca

Dwa wielkie mecze czekają nas w hali OSiR Bemowo. Wisła po raz trzeci zagra w finale pierwszej ligi. W sobotę i niedzielę o godz. 20 spotkania z Jokerem Mekro Energoremont Świecie. Wstęp wolny. Zapraszamy!

Po dwóch spotkaniach na wyjeździe jest remis. Rywalizacja toczy się do trzech zwycięstw.

– Dziewczyny miały trochę czasu na regenerację, ale niestety nie było to kilka dni, tylko praktycznie półtora. Po niedzielnej porażce wyciągnęliśmy wnioski. To oczywiste – mówi Ewa Cabajewska.

Po zamieszaniu z dostępnością hali OSiR Bemowo, mecze z Jokerem odbędą się w sobotę i niedzielę o godz. 20.

– Wiemy, że ta godzina jest jedyną możliwą, aby rozegrać spotkania we własnej hali. Po ostatnich zawirowaniach i wizją przeprowadzenia tych starć Świeciu, taka pora i tak stanowi najmniejszy problem.

– Wierzę, że dziewczyny zrobią wszystko, żeby zdobyć mistrzostwo na własnym parkiecie. Zasłużyły na nie w stu procentach, tak samo jak nasi najwspanialsi kibice.

Trener i siatkarki ze Świecie stwierdzili, że do Warszawy jadą bez presji, bo i tak osiągnęli już dużo w tym sezonie.

– O mistrzostwo nie gra się na luzie. Skoro przyjadą do stolicy bez presji i nie mają nic do stracenia, to my chętnie dźwigniemy ciężar pierwszego miejsca – kończy trener Ewa Cabajewska.


🏐 NAJBLIŻSZY MECZ W STOLICY

🏐 LSK

Wisła - MKS Kalisz
7 grudnia, godz. 16.
Arena Ursynów

GALERIA

Wisła – UKS Szóstka 15.12.2018 r.

WISŁA WARSZAWA S.A.

Facebook